„Odys, któremu słoń na ucho depnął…”

… A raczej nie słoń , a Lwica i nie na ucho ale na … „zwykły mięsień prążkowany , z własnym automatyzmem”… Ale po kolei …

Dziś wyruszyłem w podróż konieczną do miasta, które popularny ponoć i sprawny w swym fachu pisarz, Marek Krajewski (nie czytałem żadnej książki popełnionej przez wzmiankowanego zatem się nie wypowiem, a tylko cytuje opinie innych) uczynił miejscem działania swych bohaterów. Chodzi o Wrocław kiedyś Breslau zwany… W trakcie wojaży owych jednodniowych stało się tak, że trzy zupełnie nieznajome mi uprzednio, młode kobiety niezależnie od siebie, w różnych miejscach spotkane obdarowały mnie prezentami…

Pierwsza stojąca za barem, dała mi gratisowe (w ramach eksperymentu smakowo-kulinarnego) suszone skrawki rybne, które nazywała „rybnymi czipsami” abym je ocenił i zawyrokował czy „pójdą” (jakbym się znał)…

001Na fotce powyżej nie są to oczywiście owe „frutti di … morza, jeziora lub stawu hodowlanego” fotki im bowiem nie zrobiłem ale uwieczniłem ciekawy „kufel”, w którym piwo serwuje się w lokalu nazywanym „Pub Ogórek”…. W menu są dosyć intrygujące pozycje „Mleczny ogórek” czy też „Sex on the ogórek” (???) Przez skromność wrodzoną nawet nie śmiałem spytać na czym …eee polegają owe specyjały…

Następna dziewczyna (wracająca z ojczyzny Ingmara Bergmana) podarowała mi muszlę ze szwedzkiej plaży oraz ichniejszy … napój „piwopodobny”, którego ze względu na promilową słabość i miernotę smaku piwem nazwać się wzdragam (ale darowanemu „browarowi” .. się nie zagląda)…

003

 

002

 

 

 

 

 

 

 

I na koniec dnia od kolejnej miłej pani otrzymałem ostatni „gratisik” (aczkolwiek przyniesiony z rachunkiem za pizze zatem chyba nie do końca gratisowy) z gatunku słodkich…

004I w tym momencie poczułem się nieswojo dosyć gdyż całe życie swe hołduje i wierny jestem zasadzie, że obawiać się na tym świecie powinienem tylko trzech rzeczy: drewnianych koni, podłego alkoholu oraz … no właśnie, młodych dziewcząt dających mi prezenty… A tu masz … Jednego dnia… Nie dziewczyna a trzy i to z całym „stadem” podarków…. Jakoś dziwnie mi się to z epizodem z syrenami z „Odysei” skojarzyło… Całe szczęście, że ja głuchy jestem już na zawsze na owe pienia i nawet nie muszę się do żadnego… masztu przywiązywać… Tak mam i już … Przez wspomnianą w pierwszym akapicie „rudą z kotowatych” … Dobranoc…

 

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza życia ... i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „„Odys, któremu słoń na ucho depnął…”

  1. Margot pisze:

    Jutro napisze więcej…a dzisiaj tylko : dziekuję…za to,że jesteś i że „tak masz i juz”…:)

    ps.o cukierku nie wiedziałam:P

    • Czekam zatem na „jutro” … Zresztą zawsze czekam, Ty wiesz o tym Margot ukochana… Nie wspomniałem o cukierku ??? No masz, pewnie był niezbyt smaczny i to dlatego z pamięci wyrzuciłem go pospiesznie … 🙂

Zostaw tu komentarz...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s