„Urlopowe dylematy…”

Pamiętacie może jeden z odcinków trzeciego sezonu serialu „House M.D.” pod tytułem „Fetal Position” ? Gregory House szuka sobie miejsca do spędzenia urlopu. Najpierw chce odwiedzić Galapagos i pooglądać tam żółwie, potem decyduje się jednak na wycieczkę do Kambodży aby w wodach Mekongu łowić wielgaśne sumy (będące pod ochroną) jednak i ten zamysł porzuca tym razem na rzecz wyprawy do Argentyny i zdobycia szczytu góry Aconcagua, a kiedy dowiaduje się, że aby zostać tam starszym indiańskiej wioski musi żyć 20 lat pośród tubylców (ambitny jest doktorek ale niecierpliwy) wybiera wizytę w Cieśninie Johnstone i uprawianie kajakarstwa pośród stada orek tudzież innych waleni… Koniec końców nasz błękitnooki, na swój sposób przecież arcy-uroczy, a przede wszystkim genialny lekarz, decyduje się nigdzie nie ruszać ze swego mieszkania, zasiada na kanapie przed odbiornikiem TV, na ekranie którego widać film dokumentalny o wyspie Galapagos…

Jakżeż ja teraz rozumiem rozterki czasu kanikuły owego nieznośnego kuternogi z Princeton-Plainsboro. Człowiek zastanawia się co zrobić z pięcioma tygodniami wolnego i dochodzi do wniosku, że najbardziej pociągające jest … Nie ruszanie się z domu… Bo co za urok ma podróżowanie w upale po polskich autostradach, gdzie co rusz kilkukilometrowe korki doprowadzają człeka do szału wzmagając nienawiść do wszelakiego żywego stworzenia i powodują rządzę ekstremalnie okrutnego mordu ? Podobnie gdy zdecydujemy się na przemieszczanie za pomocą PKP, tłocząc w śmierdzących niedomytymi ciałami współpasażerów, wagonach gdzie nawet występujące niekiedy w trakcie trwania takowej podróży „atrakcje wizualne” w postaci dosyć skąpo odzianych współpasażerek nie są w stanie umilić dostatecznie podróży i zrekompensować reszty niedogodności związanych z koszmarem przemieszczania się koleją… A kiedy już dotrzemy tam gdzie sobie umyśliliśmy dotrzeć to okazuje się, że wcale nie jest tam tak pięknie jak nas zapewniały internetowe zajawki bo i brudniej i zimniej (albo goręcej) i na dodatek jeszcze ta wszechobecna tłuszcza pomiędzy, którą trzeba się przeciskać po głupią butelkę … czerwonego, półsłodkiego wina, zbyt drogiego dodam gdyż oczywiście cenniki obowiązują „wakacyjne”…

Zatem chyba trzeba wziąć przykład z geniusza „medycyny filmowej” i w swych podróżach urlopowych ograniczyć się do kanału „National Geographic” bo jak wiadomo wszędzie dobrze ale w domu najlepiej…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii W głowie... i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Zostaw tu komentarz...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s